Że postęp w naszem Grodnie
Szybkimi kroki chodzi,
W tem każdy niezawodnie
Ze mną się chętnie zgodzi.
I wszystko by wspaniale
Tu działo się bez sprzeczki,
Gdyby nie pewne „ale”:
Niebięskie... wonne... beczki...
Czy słońce jasno świeci,
Czy je zakrywa chmura;
Czy czynowników leci
Do biura tłum, czym z biura,
Czy w w weczór mkną gromadą
Chłopczyki i dzieweczki
Filtrując – środkiem jadą
Ulicy... wonee... beczki...
Czy lyknąc chcąc powietrza
Razem ze swą niewiastą
Umykasz z grodu wnętrza
Daleko po za miasto,
Próżno uciekasz miedza,
Ustronnej szukasz steczki –
Kurz i wóń ci powiedza:
Tu jadą... pewne.. beczki...
Wracasz w progi domowe
I siedzisz jak w areszcie,
Marząc: spokojną głowę
Tu bedę miał nareszcie!..
Wierz mi, mary cię łudzą:
Nawet we śnie ucieczki
Nie znajdziesz, gdyż cię zbudzą
Turkotem... wonne... beczki...
O! miasta rodziciele,
Co los nasz w dłoni macie,
Daliście nam już wiele,
Dajcie kanalizacje!
Za zdrowie Wasze – wierzcie! –
Postawim liczne świeczki,
Ach, tylko precz zabierzcie...
Niebieskie... wonne... beczki...
Аўтар невядомы (паводле:
Gazeta Białostocka. 2.12.1912. № 3.)
|